REKLAMA
Odświeżone 2 godziny temu
Twoje konto
Pogoda
Radio
Quizy
0
graczy online
Graj teraz!
REKLAMA
01.09.19 (13:07)

Co jedzą komandosi GROM-u? Wyżywienie polskich sił specjalnych w Iraku

Stołówka w polsko-amerykańskiej bazie wojskowej, w której przebywali gromowcy, działała jak w zegarku. Ten, kto zjawił się o czasie, mógł liczyć nawet na kilkudaniowy posiłek (z deserem włącznie!). Pożywny? Na pewno. Ale na tym chyba kończyły się jego zalety.
Domena publiczna

Andrzej Kruczyński „Wodzu”, jeden z członków kontyngentu GROM-u, wysłanego do Iraku w 2003 roku, od samego początku był pod ogromnym wrażeniem działania żołnierskiej stołówki. „Fascynowało mnie jedno, jak można dziennie przygotować tyle posiłków” – wspomina w książce „72 godziny”.

GROM. Przepis na purée, gulasz i jajecznicę

REKLAMA

Rzeczywiście, Polacy nie mogli narzekać. Podczas pobytu w bazie serwowano im nieraz po kilka dań, a na zakończenie dodatkowo coś słodkiego. Nie było też żadnych ograniczeń: ten, kto miał apetyt, mógł jeść do woli. Oczywiście, o ile się nie spóźnił. Jak opisuje „Wodzu”:

W stołówce żołnierskiej panowały święte zasady: jesz, ile chcesz, ale nic ze sobą nie wynosisz na zewnątrz. Godziny także były święte, minuta spóźnienia i kicha. Nie było żadnej dyskusji. Kilka razy zamknęli nam stołówkę przed nosem. Nikogo nie obchodziło, że wracamy z nocnych działań i że ostatnim naszym posiłkiem było wczorajsze śniadanie.

Zobacz też: Śmigłowiec i komandosi GROM w akcji pod Stadionem Narodowym

Entuzjazm Kruczyńskiego i innych zapewne szybko się jednak ostudził. „Nie pytajcie, jak to smakowało” – dzieli się wrażeniami komandos – „na szczęście w stołówce na każdym stole stało wiele różnych przypraw. Przyprawy zabijały smak”.

Już niedługo „Wodzu” odkrył zresztą tajemnicę „pysznych” stołówkowych potraw. I zrozumiał, jak możliwe jest obsłużenie kilku tysięcy żołnierzy w tak krótkim czasie:

Byłem w szoku. Podam kilka przykładów: aby zrobić purée ziemniaczane, wystarczyło zagotować kilkaset litrów wody i do wrzątku wsypać kilka worków proszku z odpowiednim oznaczeniem i kolorem.

Kiedy był potrzebny gulasz, gotowano kilkaset litrów wody i wsypywano kilka worków innego proszku, o innej konsystencji z odpowiednim oznaczeniem. Jajecznicę robiono podobnie.

Jak podaje Kruczyński, w stołówce najprawdopodobniej nie przyrządzano też… kawy. „Do picia było za to dużo odpowiednio schłodzonych różnokolorowych płynów oraz butelkowana woda” – wyjaśnia.

Można sobie tylko wyobrazić, jak po takiej diecie komandosi tęsknili za domowymi obiadami. Albo czymkolwiek, co ma smak – dużym powodzeniem wśród naszych cieszyła się podobno zwłaszcza lokalna pizza.

Kawa żołnierza sił specjalnych

Ratunkiem dla spragnionych nieco lepszego jedzenia gromowców okazały się też racje żywnościowe MRE, czyli „Meal, Ready-to-Eat” – posiłki gotowe do spożycia. W otrzymywanych przez żołnierzy pakietach znajdowały się między innymi słodycze: batony, gumy do żucia, ciastka, masło orzechowe i cała seria wyrobów instant.

To właśnie w oparciu o te produkty komandosi byli w stanie przeżyć w terenie. Opracowali nawet specjalny „przepis” na przyrządzenie kawy… oczywiście bez wrzątku. Bo i skąd wziąć gorącą wodę w nieprzyjaznej okolicy, gdy nie ma co marzyć o rozpaleniu ogniska? Kruczyński opowiada:

Oto SOP na przyrządzenie kawy bez udziału wrzątku: wsypujesz do ust kawę z saszetki, jeśli słodzisz, to wsypujesz również saszetkę lub dwie cukru, gdy masz ochotę na kawę ze śmietanką, otwierasz saszetkę ze sproszkowaną śmietanką i też wsypujesz do ust.

Następnie bierzesz duży łyk wody i z ust robisz szejker. Połykasz i jesteś po kawie. Smakuje tak sobie, ale efekt działania jest podobny jak prawdziwej kawy. Od razu lepiej, chce się żyć. Kontrujesz oczywiście czymś słodkim i czujesz się prawie jak w domu.

Prawie jak w domu – i prawie jak po kawie…

Anna Winkler - doktor nauk społecznych, filozofka i politolożka. Zajmuje się przede wszystkim losami radykalizmu społecznego. Interesuje się historią najnowszą, historią rewolucji i historią miast, a także kobiecymi nurtami historii. Chętnie poznaje dzieje kultur pozaeuropejskich.

Bibliografia:
Andrzej Kruczyński, 72 godziny, Bellona 2019.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

0
0
0
0
0
0
PODZIEL SIĘ
TWEETNIJ
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Komentarze
REKLAMA
REKLAMA
Zamknij