REKLAMA
Odświeżone 3 godziny temu
Twoje konto
Pogoda
Radio
Quizy
0
graczy online
Graj teraz!
REKLAMA
Grzegorz Kłos21.05.19 (18:23)

"Porwana w biały dzień". Film, który musi zobaczyć każdy rodzic

Miała 12 lat, kiedy porwano ją po raz pierwszy. Była gwałcona i wyprano jej mózg. Oprawcą okazał się człowiek, którego nazywała "drugim tatusiem". Wszystko zaczęło się od kosza z owocami.
Materiały prasowe

"Porwana w biały dzień" to na pozór kolejny kryminalny dokument, jakich na Netfliksie pełno. Ale nie tym razem. Przypadek Jan Broberg to jedna z najdziwniejszych spraw w historii FBI. Historia tak niewiarygodna, a przy tym wstrząsająca, że nie mieści się w głowie.

ZOBACZ TAKŻE: "Tylko nie mów nikomu": ofiary rozklejały się na planie. Wszystko poprzedzały godziny rozmów

REKLAMA

Kochamy was

Lata 70. XX w. Brobergowie mieszkają na przedmieściach Pocatellom w stanie Ideho. Bob prowadzi kwiaciarnię, Mary Ann zajmuje się domem i ich trzema córkami.
Czynnie udzielają się w lokalnym kościele. To właśnie tam, w czerwcu 1972 r., po raz pierwszy spotykają Berchtoldów.

- Mówię do męża: "Poznałam przecudowną rodzinę. Mają pięcioro dzieci, niektóre w wieku naszych dziewczynek" - wspomina Mary Ann.

- Jedną z pierwszych rzeczy, jaką pamiętam, to kosz pełen owoców czekający na nas na ganku i karteczka: "Uwielbiamy was. Berchtoldowie" - dodaje Bob Broberg.

Chwilę później rodziny nie mogą bez siebie żyć. Na Bobie i Mary Ann największe wrażenie robi Robert Berchtold.

- Był przyjazny, miał cudowną, żywą osobowość - wspominają.

Zanim się obejrzeli, Robert staje się immanentną częścią ich codzienności. Odwiedza ich niemal codziennie, rozprawia z Bobem o interesach, bawi się z dziewczynkami i podwozi je do szkoły. Ale to najstarsza, 12-letnia Jan pochłania najwięcej jego uwagi.

- Jego fascynacja naszą córką była lekko niepokojąca - wspomina Mary Ann.

- Nie wiem, jak mogliśmy być tak łatwowierni, skoro było tyle znaków ostrzegawczych. Nie zauważyłem ich - kaja się Bob.

- Był dla mnie jak drugi ojciec. Kochałam go i w pełni mu ufałam - mówi łamiącym się głosem dorosła Jan Broberg.

Brobergowie jeszcze nie wiedzą, że spotkanie w kościele nie było przypadkowe. Że Robert konsekwentnie realizuje diaboliczny plan zbliżenia się do ich córki. I zniszczy każdego, kto stanie mu na drodze.

Rodzina Brobergów w komplecie/ mat. prasowe

Terapia

Do tytułowego porwania Jan Broberg dochodzi dwukrotnie. Jednak zanim Robert zamieni życie rodziny w piekło, mają miejsce trudne do pojęcia sytuacje.

Berchtold nie tylko zjednuje sobie rodziców 12-latki pochlebstwami i magnetyczną osobowością. On ich w sobie rozkochuje. Dosłownie.

Najpierw uwodzi Mary Ann, co nie jest zbyt trudne. Przecież jest przystojny i charyzmatyczny – w przeciwieństwie do jej męża. Ale na tym nie poprzestaje.

- Stworzyłem homoseksualną więź z jej ojcem, aby się do niej zbliżyć - powie kilka lat później FBI.

Jego słowa potwierdza w "Porwanej w biały dzień" Bob Broberg.

- Mówił, że nie wytrzymuje z żoną. Że potrzebuje seksu. Było po nim widać podniecenie. Zapytał: "Ulżyłbyś mi? Muszę spuścić parę" - mówi ojciec Jan Broberg, który przyznaje, że "zrobił swoje".

W między czasie Berchtoldowi udaje się z przekonać rodziców Jan, że musi odbyć specjalną terapię. Polega ona na leżeniu w jednym łóżku z ich córką i słuchaniu nagrań, które dostał od psychiatry. W swej bezkresnej naiwności Brobergowie godzą się bez oporów.

Przez kolejne pół roku Jan jest przez niego regularnie wykorzystywana. I nawet o tym nie wie, bo "drugi tatuś" podaje jej "witaminy". Śledztwo wykaże, że to proszki nasenne.

Bob Berchtold i Jan Broberg. 40-latek miał na jej punkcie obsesję i robił jej masę zdjęć/ mat. prasowe

Uratuj planetę

Kiedy więc 17 października 1974 r. 40-letni Robert Berchtold wychodzi z propozycją wspólnej wycieczki z Jan, nikogo to nie dziwi.

12-latka wsiada do samochodu, łyka "leki na alergię" i traci przytomność. Jej rodzice zawiadamiają służby dopiero po 5 dniach. Wciąż ufają Robertowi.

- Szukał ich cały kraj. Trwało to tygodniami - wspomina agent FBI Pete Welsh.

Na próżno. Para zapada się pod ziemię. W toku śledztwa zaczyna wychodzić przeszłość Berchtolda. Okazuje się, że wcześniej próbował dobierać się do innych dziewczynek w mieście.

- Obudziłam się, byłam przymocowana pasami do łóżka. Obok leżało białe urządzenie, z którego wydobywał się dziwaczny głos. Straciłam przytomność. Kiedy się ocknęłam, pasów już nie było. Znajdowałam się w camperze - mówi dorosła Jan Broberg.

Tu zaczyna się najdziwniejsza część tej historii.

Metalicznie brzmiące głosy należą do Zety i Zethry - przedstawicieli pozaziemskiej cywilizacji.

Kosmici informują, że ma do wykonania misję. Do 16. toku życia Jan musi urodzić dziecko. Inaczej planetę czeka zagłada.

W drugiej części auta Jan znajduje "poturbowanego" Roberta. Mówi jej, że uprowadzili ich obcy. 12-latka opowiada mu o misji. Berchtold "wspaniałomyślnie" godzi się jej pomóc w wykonaniu zadania.

Przez następne kilka tygodni nie opuszczają auta. Naszprycowana lekami Jan Broberg jest permanentnie gwałcona. Jedyne, co pamięta, to świetlik w dachu.

Dorosła Jan Broberg w filmie "Porwanie w biały dzień"/ mat. prasowe

Misja trwa

Po 35 dniach od porwania dzwoni telefon. To Robert. Razem z Jan są w Meksyku, gdzie wzięli ślub. Berchtold nalega, aby rodzice dziewczynki podpisali zgodę na uznanie małżeństwa w USA. Inaczej nigdy jej nie zobaczą.

Berchtolda wydaje jego brat Joe, który w filmie mówi wprost:

- Mój brat był dewiantem. Fascynowały go dziewczynki.

Meksykańskie służby odnajdują kampera i zatrzymują porywacza oraz dziewczynkę. W areszcie Robert "przekazuje" jej kolejne instrukcje od Zety i Zethry. Jeśli narazi misję na szwank, obcy zapłodnią jedną z jej sióstr, drugą oślepią, a ojca zabiją.

Przerażona do nieprzytomności Jan Broberg milczy i wszystkiemu zaprzecza. Nikt jej wykorzystał. Te słowa potwierdza ginekolog, bo nastolatka wciąż jest dziewicą. Robert był bardzo ostrożny.

Zemsta libańskiego wywiadu

Choć po powrocie do USA pedofilowi zostają postawione zarzuty, to Berchtoldowi udaje się wywinąć. Mało tego – nakłania rodziców Jan do wycofania zarzutów i… wdaje się w 8-miesięczny romans z jej matką. Prawie dochodzi do rozwodu.

10 sierpnia 1976 r. Jan znika po raz drugi. Przez ostatnie dwa lata obsesyjnie myślała o swym oprawcy, w którym się zakochała, kosmicznej misji i straszliwych konsekwencjach jej fiaska.

Mary Ann i Bob informują FBI dopiero po 2 tygodniach. Przyciśnięty Berchtold zarzeka się, że nie wie, gdzie jest nastolatka. I cały czas wspiera jej rodziców.
W międzyczasie zostaje skazany za pierwsze porwanie na… 45 dni (!) odsiadki i wychodzi po 10 za dobre sprawowanie.

Trzy miesiące później odzywa się Jan. Zapewnia, że wszystko jest w porządku. W końcu FBI namierza ją w szkole prowadzonej przez zakonnice w kalifornijskiej Pasadenie.

Okazuje się, że umieścił ją tam Robert. Przekonał siostry, że jest agentem CIA i razem z córką ukrywają się przed libańskim wywiadem. Zakonnice uwierzyły i siedziały cicho. A "tatuś" wpadał na weekendy i robił z Jan, co mu się podobało.

Wstyd wziął górę

Robert trafia na krótko za kratki. Szybko stwierdzają u niego rzekomą chorobę psychiczną i przenoszą go na pół roku do zamkniętego ośrodka. Berchtold "wyleczył się" też z Jan, która po ukończeniu 16. roku życia staje się dla niego nieatrakcyjna.

Do nastolatki z czasem dociera, że uczestniczyła w spisku, że kosmici to wytwór wyobraźni oprawcy, a jej bliskim nic nie grozi.

W latach 90. Mary Ann i Jan zaczynają spisywać wspomnienia, które w 2003 r. ukazują się w formie książki. W 2005 r. dochodzi do sądowej konfrontacji między nimi a Berchtoldem, po której mężczyzna popełnia samobójstwo.

W "Porwanej w biały dzień" wspomniany agent FBI Pete Welsh sugeruje, że w ciągu 30 lat Robert Berchtold skrzywdził jeszcze kilka dziewczynek.

Gdyby tylko Bob i Mary Ann opowiedzieli o swoich kontaktach seksualnych, "terapii", gwałtach i oskarżyli go o porwanie, mężczyzna dostałby dożywocie. Jednak wstyd wziął górę.

0
0
0
0
0
0
PODZIEL SIĘ
TWEETNIJ
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Komentarze
REKLAMA
REKLAMA
Zamknij