pogoda
Warszawa
12°
Jakub Artych
Jakub Artych | 

Tragedia na Białołęce. "Dowiedzieliśmy się z portalu społecznościowego"

158

18-letni Dima z Ukrainy kilka dni walczył o życie po tragicznym wypadku. Robotnicy zrzucili na niego kocioł gazowy na warszawskiej Białołęce. - Mamy ogromne pretensje do tej firmy, która robiła remont. Nie zagrodzili terenu, popełnili tyle błędów, które kosztowały życie mojego kuzyn - podkreśla dla "Faktu" rodzina zmarłego.

Tragedia na Białołęce. "Dowiedzieliśmy się z portalu społecznościowego"
Na Dimę spadł kocioł gazowy. Rodzina znalazła winnego (Pixabay, X)

Przypomnijmy, że do tragicznego wypadku doszło 30 lipca na ulicy Kąty Grodziskie w Warszawie. Podczas prac remontowych z dachu spadł kocioł. Około 30-kilogramowe urządzenie trafiło prosto w 18-letniego Ukraińca.

Na dachu pracowało dwóch robotników, nie zabezpieczyli budowy. Dima dostał tym kotłem w głowę. Młody mężczyzna upadł i stracił przytomność.

O tej tragedii dowiedzieliśmy się z portalu społecznościowego. Na grupie osiedlowej ludzie pisali o tym wypadku, że szukają rodziny. Podane było, jak był ubrany. Zadzwoniłam do mamy, pytając, czy Dima jest w domu... próbowaliśmy do niego dzwonić... nie odebrał - mówi dla "Faktu", Ivana, kuzynka Dmytra.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Jak zachęcić dzieci do sportu? Mistrzyni olimpijska radzi

Lekarze przeprowadzili wielogodzinną operację, bowiem jego twarz była zmasakrowana. Gdy go po kilku dniach wybudzili ze śpiączki farmakologicznej, źrenice nie reagowały na światło. Niestety zamiast poprawy, po kilku dniach było pogorszenie. We wtorek 6 sierpnia lekarze stwierdzili śmierć mózgową.

Mamy ogromne pretensje do tej firmy, która robiła remont. Nie zagrodzili terenu, popełnili tyle błędów, które kosztowały życie mojego kuzyna. Administracja osiedla nie chce nam udostępnić dokumentów, nie wiemy, czy robotnik, który zrzucił kocioł na Dimę był pracownikiem czy podwykonawcą. Prosiliśmy o to, aby dostać numer ich polisy ubezpieczeniowej, nic nam nie dano - podkreśla Ukrainka.

Na Dimę spadł kocioł gazowy. Jak tłumaczył się pracownik?

Śmierć 18-latka będzie miała wpływ na zmianę zarzutów dla 51-letniego mężczyzny - pracownika, który pracował na dachu dwupiętrowego bloku i wymieniał kocioł.

51-latek podczas przesłuchania tłumaczył, że kilkukrotnie upewniał się, czy na dole nie ma przechodniów. Według jego relacji 18-latek miał wyjść nagle zza rogu. Pracownik dostał zakaz wykonywania pracy na wysokościach i wyjazdu poza granice Polski.

Sekcja zwłok będzie w przyszłym tygodniu, nie wiemy kiedy dostaniemy możliwość pochowania Dimy. Jego rodzice i cała nasza rodzina jesteśmy w rozpaczy. Załatwiają wszystkie dokumenty, aby sprowadzić ciało na Ukrainę, szukają też prawnika, który będzie nas reprezentował - dodaje Ivana.
Dziękujemy za Twoją ocenę!

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Które z określeń najlepiej opisują artykuł:
Wybrane dla Ciebie
Katechezy wrócą do parafii? Bp Osial odpowiada: nie jest prawdą
Szczątki dzików w Parku Krajobrazowym. Przyłapali leśnika na gorącym uczynku
"Rosyjska kawaleria". Nagranie niesie się po sieci
Piekło w szkole we Wrocławiu. 9-latek dotkliwie pobity
Podróbki Gucciego i innych marek na targu. Ponad 500 sztuk
Nie chcą płacić za wynajem. "93 procent osób to cwaniacy"
Cristiano Ronaldo kupi znany klub? Media zbadały sprawę
Wyniki Lotto 03.04.2025 – losowania Lotto, Lotto Plus, Multi Multi, Ekstra Pensja, Ekstra Premia, Mini Lotto, Kaskada
Nie chciała walczyć z transpłciową rywalką. Została zdyskwalifikowana
Mogli nigdy nie odnaleźć zatopionego Herculesa. Pomógł jeden maleńki przedmiot
Rekin sforsował klatkę z turystą. Nagranie mrozi krew w żyłach
Wyjawiono sekret Novaka Djokovicia. Użył specjalnego proszku
Przejdź na
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić