Zdjęcie z plaży w Gąskach udostępnił profil "Zwiedzaj Mielno". Jak czytamy w opisie do fotografii, "kierowca wjechał autem niemal do samej wody, aby wyciągnąć skuter wodny". Problem w tym, że koła "zakopały się" w piasku. Fale zaczęły podchodzić pod samochód. Oczywiście działanie kierowcy było nielegalne.
Faktycznie, po godzinie 18 miało miejsce takie zdarzenie. Zdjęcie zostało przesłane dokładnie o 18:08. Po zapleczu brzegu widzimy, że zjazd był albo przy ulicy Latarników, czyli od strony latarni morskiej, albo przy ulicy Wydmowej - mówi w rozmowie z o2.pl Joanna Piotrowska z Urzędu Morskiego w Słupsku.
- Nie wiem, co było podstawą takiego działania. Pewnie chodziło o to, żeby jak najszybciej zabrać skuter. Ludzie nie chcą dojeżdżać do portów, więc pewnie zwyczajnie uznali, że najszybciej będzie wjechać w miejscu, gdzie ktoś sobie po prostu stanął przy brzegu - analizuje nasza rozmówczyni.
Urząd dowiedział się o zdarzeniu dzień po nim, bowiem jego służby pracują do godz. 15.00. Dlatego jeśli dochodzi do takich zdarzeń, to najczęściej właśnie w godzinach popołudniowych, gdy na plaży jest też mniej ludzi. Również władze gminy dowiedziały się o sprawie na drugi dzień. Nikt ze służb nie pomagał wyciągać auta. Prawdopodobnie udało się to zrobić z pomocą własnych środków właściciela.
Nagminnie wjeżdżają na plaże. Kary są potężne
- Nasza firma również nie podejmowała żadnych działań w tej sprawie - mówi nam o incydencie w Gąskach Aldona Prusinowska z MOSiR w Mielnie. - Może nieczęsto, ale zdarza się, że ludzie wjeżdżają na plażę, nie tylko w sezonie, ale i po sezonie. Czasem piasek jest tak sypki, że kierowcy nie są w stanie wyjechać. Nie rozumiem takich ludzi w ogóle - dodaje.
Aby mieć pozwolenie na wjazd, trzeba spełniać określone warunki. Joanna Piotrowska wskazuje, że zgodę otrzymują przede wszystkim podmioty, które prowadzą działalność na plaży - na przykład wydzierżawiając jej kawałek, by postawić np. dmuchańce. Pozwolenia dostają także wypożyczalnie sprzętu wodnego. Osoba prowadząca taką działalność musi mieć wymagane dokumenty i ważne przeglądy techniczne swoich jednostek. Każdy wjazd i wyjazd samochodem odbywa się jednak pod nadzorem kierownika z Urzędu Morskiego.
Natomiast te wjazdy prywatne, o których mówimy, są całkowicie poza naszą kontrolą. Nie jesteśmy w stanie ich kontrolować. Nikt nas nie informuje, że chce zwodować skuter. Zresztą my nie wydajemy na to zgód - mówi nam Joanna Piotrowska.
Do wodowania sprzętu są wyznaczone porty i przystanie. Osoby, które chciałyby ubiegać się o zezwolenie na wodowanie sprzętu i tak dostałyby odmowę. Tymczasem wjazd bez zezwolenia jest surowo karany.
- Mamy prawo ukarać taką osobę administracyjną karą pieniężną. Jest to dwudziestokrotność przeciętnego rocznego wynagrodzenia z poprzedniego roku. Są to więc kary dotkliwe, ale bardzo ciężko nam złapać tych ludzi - mówi Joanna Piotrowska.
W każdym takim przypadku trzeba wskazać kierowcę, który dopuścił incydentu. Niekiedy nie jest to możliwe, bowiem nie zawsze jest on równocześnie właścicielem auta. W wyżej opisywanym przypadku nie ma nawet zdjęcia rejestracji samochodu, co w praktyce uniemożliwia identyfikację. Urzędnicy muszą też wzywać policję, bo tylko ona ma możliwość wylegitymowania danej osoby. Dopiero wówczas może ruszyć postępowanie administracyjne, które i tak jest długotrwałe.
Urzędnicy przyznają, że chcieliby dać ludziom możliwość zwodowania sprzętu. Zapowiadają współpracę z gminą w tej kwestii. Potrzebne są bowiem środki finansowe.
Chcielibyśmy, aby takie miejsca były i żeby było odpowiednie oznakowanie. Wówczas można by wjechać na plażę pod warunkiem, że nie robi się tam miejsca parkingowego, tylko korzysta z niego przez określony czas, na przykład 15 minut. Wyznaczylibyśmy takie miejsca, żeby samochody mogły wjechać, zwodować sprzęt i wyjechać - mówi Joanna Piotrowska.
- My ze swojej strony deklarujemy przychylność w zakresie odstąpienia od wydawania decyzji na wjazd i dopuszczenia oznakowania takich miejsc, aby osoby, które wjeżdżają, mogły zwodować sprzęt i wyjechać, a następnie umożliwić to kolejnym osobom - mówi nam przedstawicielka Urzędu Morskiego.